Recenzja: Impreza u Abigail

Recenzowanie sztuki reżyserowanej przez osobę, którą się podziwia na płaszczyźnie zawodowej, jak i prywatnej, nie należy do najłatwiejszych zadań. Z jednej strony chce się uniknąć tendencyjności i subiektywizmu, a z drugiej nie chce się być brutalnie szczerym. Z dość mieszanymi uczuciami i wysokimi oczekiwaniami odwiedziłam Teatr Hull Truck, żeby oglądnąć najnowsze przedstawienie „Impreza u Abigail” w reżyserii Amandy Huxtable, Change Makera, który przez ostatnie dwa lata walczył o równe szanse dla artystów z różnych środowisk. 

Huxtable, na finałowy rozdział programu Change Maker, wybrała klasyczną sztukę napisaną przez Mike’a Leigh w 1977; tragifarsę mieszczańską ilustrującą groteskowy portret nowonarodznej klasy średniej w Brytanii. Pomimo swojego 40letniego istnienia na scenie, sztuka ta jest wciąż aktualna, a uniwersalne problemy w niej poruszane, dodają jej ponadczasowości. Dramat Leigh i przedstawione w nim środowisko jest niezwykle podobne do znanej nam „Moralności Pani Dulskiej” Gabrielii Zapolskiej. Wydaje się, że pomimo różnicy czasu i miejsca akcji, tematyka jest podobna, ze wzgledu na fakt, że natura ludzka jest dość niezmienna. „Impreza u Abigail” dzięki powierzchownym i nieklejącym się rozmowom, niekomfortowym momentom ciszy i żenującym przechwałkom państwa Moss, nie tylko eksponuje materializm, idiotyzm i perfidię klasy średniej, ale pozwala publiczności na chwilę refleksji i zmusza poniekąd to oceny własnego zachowania. 

Interpretacja Huxtbale zabiera nas na bardziej skomplikowany, głębszy poziom rozumienia sztuki. Reżyserka nie tylko obnaża niesprawiedliwe podziały klasowe czy ideę małżeństwa z rozsądku (czy materialnej korzyści), ale równocześnie zadaje pytanie na temat równości rasowej. Decyzja o tym, żeby Tony i Angela (Daniel Ward i Ani Nelson) byli parą murzynów od niedawna mieszkających w sąsiedztwie, całkowiecie zmieniła dynamikę przedstawienia i zmusiła do dialogu na temat równości w Wielkiej Brytanii kiedyś, jak i dziś. Jest to najbardziej widoczne w scenie, w której gospodarz, Laurence (Duncan MacInnes) nonszalancko wypowiada się na temat „wciąż upadającemu poziomowi ludzi wprowadzających się do okolicy”. Jego słowa zdecydowanie adresowane do Angeli i Tonego, nadają prawdziwy ton całej imprezie. Te wydawać by się mogło nieuchwytne, lecz niezwykle okrutne komentarze, prześlizgujące się od czasu do czasu pomiędzy pustymi frazesami, obnażają zakłamane i sztuczne oblicze Państwa Moss, a zarazem całej klasy średniej. 

Muszę przyznać, że od pierwszej sceny sztuka ta była świetnie wyreżyserowana, momentami wydawało się, jakby każdy gest i ruch był przemyślany, jak choreografia taneczna. Najwidoczniej było to widać w postaci Beverly (Katharine Bennett-Fox), której manieryzm, perfekcyjnie zmieniający się wyraz twarzy i denerwujący, wręcz miałczący głos były kunsztownie dopracowane od pierwszej do ostatniej sceny. 

Może nie byłam do końca przekonana wyborem Huxtable, jako że nie należę do fanów samej tragikomedii Mike’a Leigh. Może spodziewałam się czegoś odważniejszego, bardziej brawurowego. Jednak muszę przyznać, że Amanda odniosła sukces… i zrobiła to z klasą. 

Posted in Hull Truck<a href="http://hotpotatohull.co.uk/tag/amanda-huxtable/" rel="tag">Amanda Huxtable</a>

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *