Recenzja: Nawet Małpy Spadają z Drzew

Nie posiadam żadnych tatuaży. Jedynym słowem, które kiedykolwiek wytatuowałabym na swoim ciele, jest: wolność. Wielbię ją i wciąż łaknę jej więcej, mimo iż nie zawsze pojawia się w najpełniejszej i najszczerszej wersji. Jednakże, często wyobrażałam sobie, jak to jest być więźniem? Nie mówię tu o metaforycznym więźniu życia, toksycznego związku czy znienawidzonej pracy. Mówię o prawdziwym uwięzieniu, totalnej pułapce, fizycznym i psychicznym zniewoleniu. Zawsze fascynowało mnie spektrum odczuć i emocji towarzyszących uwięzieniu – od popełnienia zbrodni, poprzez dochodzenie, proces i resocjalizację. Co jest gorsze – kilka lat za kratkami czy życie z wciąż nawiedzającym, ciągłym poczuciem winy? Co rani nas bardziej – obraźliwe, czasem zasłużone opinie społeczeństwa czy ten dobrze znany, pełen zawodu wyraz twarzy naszej matki? Co wbija się głębiej w naszą pamięć – paraliżujący strach, kiedy policja robi ci nalot w środku nocy czy przeszywający wrzask przerażonych dzieci, obserwujących twoje aresztowanie? 

2020 TheatreAnonymous – Let’s Talk HMP Hull przy współpracy z poetami Ianem WinteremTorią Garbutt stworzyli absorbujący spektakl przypominający formą teatr brutalny. Nawet Małpy Spadają z Drzew (Even Monkeys Fall From Treesto bardzo szczera sztuka oparta na przemyśleniach, odczuciach, doświadczeniach i obawach więźniów oraz byłych przestępców., z którymi artyści pracowali przez ostatnie kilkanaście tygodni. Celem tego projektu było wysłuchanie głosu kryminalistów, umożliwienie im swoistego katharsis, ale również pobudzenie empatii i zrozumienia w tak zwanym ‘wolnym’ społeczeństwie. 

Trzej mężczyźni (Tim Bettridge, Mike Watts, Oli Harvey). Pusta przestrzeń z trzema szarymi pudłami. Dialogi przypadkowe, pogmatwane i roztrzaskane. Od marzeń i pożądań do najgłębszych obaw, niepewności i myśli samobójczych. Słuchając tego wielogłosu, czułam się jak uwięziona w masowym strumieniu świadomości. Jakbym słuchała grupowej spowiedzi, głosu mężczyzn odrzuconych przez społeczeństwo; mężczyzn, którym przylepiono etykietkę: wybrakowany i niewybaczony; mężczyzn, których pragnienia zostało zmarginalizowane i zapomniane. Jakby nie było szans na drugą szansę. 

Dzięki swojej prostocie, sztuka Nawet Małpy Spadają z Drzew wydała się prawdziwsza, przyziemna. Jej surowa prostota, szorstkość i brutalna szczerość stworzyły swoistą więź pomiędzy aktorami i widownią. Spektakl ten był bezpośredni, przytłaczający i wręcz przesiąknięty bólem. Powtarzający się wciąż refren: Sześć razy, sześć razy, sześć razy, próbował się zabić, sześć razy! wykrzykiwany raz po raz przez aktorów, rozbrzmiewał w mojej głowie podczas sztuki i długo po powrocie do domu. Ile razy słyszałam ludzi wygłaszających swoje puste mądrości na temat przestępców? Oczywiście jest dużo łatwiej generalizować, sądzić masy, jako że mas się nie zna, nie widzi. Inaczej jest, jeśli pozna się czyjąś historię, osobiste powody, odczucia… Czy tak naprawdę my, tak zwani porządni obywatele, nie łamiący prawa lub szczęściarze, których jeszcze nie złapano, mamy prawo sądzić innych? Czy bierzemy pod uwagę błąd, głupotę, depresję lub inne motywy, które sprowokowały kogoś do popełnienia przestępstwa? Jesteśmy tylko ludźmi, mamy prawo do błędów, tak się uczymy. Wreszcie jak mówi stare japońskie przysłowie: Nawet Małpy Spadają z Drzew. 

Muszę przyznać, że bardzo spodobała mi się scena. Ostatni raz odwiedziłam drugie piętro Biblioteki Publicznej w Hull dziewięć lat temu, kiedy była to zimna przestrzeń biurowa z zimnymi urzędnikami schowanymi za ekranami komputerów, którym musiałam udowodnić, że znam angielski i że mój dyplom jest warty troszkę więcej niż rolka papieru toaletowego. Tym razem ta przestrzeń była inna. Surowa, pusta, ale jakby bardziej przytulna. Cieszę się, że autorzy projektu wybrali to miejsce, preferuje oglądać nieoszlifowane koncepty w nietradycjonalnym teatrze. Gdyby przenieśli tę sztukę na deski lokalnego teatru, wydałaby się sztuczna, nieautentyczna i zdystansowana od odbiorcy.  

Scenografia, mimo swojej prostoty, była eklektyczna i pełna symbolizmu. Scena została udekorowana starymi prześcieradłami używanymi kiedyś przez budowlańców, na których lokalni artyści namalowali plemienne, przepełnione soczystymi kolorami obrazy. Jedno płótno przedstawiało sztukę tubylczą, przypominającą mi tajemnicze kody Aborygenów, zaszyfrowane wiadomości, ulotne historie, które wydają się nic nieznaczące dla obcych. Obraz ten symbolizował nieujawnione jeszcze, najskrytsze uczucia i myśli ukryte w poezji tych więźniów. Drugie płótno przedstawiało nadużywaną dziś przez współczesną pop-kulturę meksykańską czaszkę śmierci, związaną w Dniem Zmarłych. Święto Zmarłych w Meksyku nie jest skupia się na bólu czy żałobie, ale jest swoistą formą dialogu, kontaktu z bliskimi, którzy przenieśli się w inną czasoprzestrzeń. Wydawać by się mogło, że pobyt w więzieniu jest specyficzną śmiercią, jako że bezpośredni kontakt jest uniemożliwiony. Ostatnie malowidło przypominało mi kwasowe, narkotyczne i ekspresywne autoportrety Witkacego, wykrzykujące najczarniejsze, druzgocące, filozoficzne przemyślenia uczestników projektu. 

Wieczór został dopełniony ciężką, niezwykle brutalną poezją w wykonaniu Iana i Torii. Bieda, głód, konflikty, narkotyki, zaniedbanie… i polityka. Rzeczywistość północnej Anglii – nie-wyrafinowanej, nie-wytwornej, nie-królewskej. Bardzo różniąca się od propagandowego wizerunku Wielkiej Brytanii, którym byłam karmione przez lata. Cóż tu więcej dodać? Thatcher zjebała życie nam wszystkim. 

Posted in 2020 Theatre<a href="http://hotpotatohull.co.uk/tag/anonymous-lets-talk-hmp-hull/" rel="tag">Anonymous Let's Talk HMP Hull</a> <a href="http://hotpotatohull.co.uk/tag/ian-winter/" rel="tag">Ian Winter</a> <a href="http://hotpotatohull.co.uk/tag/toria-garbutt/" rel="tag">Toria Garbutt</a>

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *